Do kursu AI EVOLUTION przyszłam trochę z ciekawości, a trochę z przekory. Po przeczytaniu e-booka „Wszyscy kłamią o AI”, który kupiłam wcześniej, byłam raczej przekonana, że to nie jest kurs dla mnie i że jestem już na innym etapie. Pomyślałam wtedy: okej, dobra książka, ale dalej raczej pójdę swoją drogą.
Zmieniło się to dopiero później, kiedy zaczęły do mnie regularnie trafiać wpisy Janka na Facebooku i w końcu zdecydowałam się wejść na pierwszy webinar z cyklu AI EVOLUTION. Słuchając uważnie tego, co i jak Janek pokazuje, bardzo szybko poczułam jedną rzecz: to nie jest robione po łebkach. Nie ma tu przypadkowych slajdów, pustych obietnic ani gadania „pod algorytm”. Jest struktura, jest przemyślenie, jest doświadczenie i realna praca włożona w temat. I wtedy pomyślałam: dobra, to może być naprawdę dobra jakość.
Na starcie wiedziałam też, czego nie szukam. Nie interesowały mnie podstawy typu „czym jest AI”, „jak pisać prompty” czy „jakie są rodzaje modeli”, bo z AI pracuję od prawie roku — zarówno prywatnie, jak i zawodowo — tworząc różne projekty i systemy współpracy. Przyszłam po konkret. Najbardziej interesowała mnie część zaawansowana: budowanie własnych narzędzi, produktów, sensownych struktur, które da się realnie wykorzystać.
I tu duże zaskoczenie: mimo że kurs jest podzielony bardzo logicznie na trzy bloki — Basic, Standard i Advanced — i każdy może wejść na swoim poziomie, to przerabiając całość od początku odkryłam, że nawet te „prostsze” moduły są dla mnie ogromną wartością. Nie dlatego, że uczą oczywistości, ale dlatego, że porządkują, nazywają procesy i zmuszają do zatrzymania się. To świetne utrwalenie wiedzy, którą wcześniej robiłam intuicyjnie. Korzystam intensywnie z notatnika, a Bonifacy robi tu świetną robotę — celnie, z ironią i inteligentnym dystansem punktuje odpowiedzi, nie pozwalając przejść dalej na zasadzie „odbębnione”. To nie jest kurs do odhaczenia, tylko do przepracowania.
AI EVOLUTION jest kursem obszernym, merytorycznie bardzo bogatym i momentami wymagającym — również dla osób, które już „siedzą w temacie”. I to jest ogromny plus. Nie ma tu obietnic cudów ani drogi na skróty. Jest za to solidny fundament wiedzy oraz bardzo praktyczne podejście do jej zastosowania.
Mam też poczucie, że do tego kursu trzeba podejść uczciwie wobec siebie. Jeśli ktoś przeleci go po łebkach, bo uzna się za eksperta i będzie chciał tylko „mieć zaliczone”, to z czasem może tego żałować. Nawet rzeczy, które wydawały mi się oczywiste, po rozpisaniu i nazwaniu dały mi głębsze zrozumienie tego, co już robię — a co dopiero będzie, kiedy skończę całość.
Dużą wartością jest dla mnie również dostęp długoterminowy. To nie jest kurs „na raz i do szuflady”. Możesz go przerobić, wyjść, zamknąć drzwi — a potem wrócić. Za kilka miesięcy. Za rok. Po nowe aktualizacje, nowe narzędzia, nowe podejście. A ten rynek będzie się zmieniał bardzo dynamicznie, więc możliwość ponownego wejścia i uaktualnienia wiedzy jest ogromnym atutem.
Znam Janka nie od dziś i wiem jedno: zanim cokolwiek trafi do sprzedaży, on robi dogłębny research i sam przerabia temat wielokrotnie, zanim poda go innym w skondensowanej, sensownej formie. To jest wiedza w pigułce — zamiast błądzić po omacku, kupujesz produkt premium, który jest esencją tego, co w danym momencie naprawdę warto znać i umieć.
Nie sądziłam, że zostanę uczestniczką całego kursu, a jednak po zakupie wiem, że była to dobra decyzja i jestem z niej bardzo zadowolona. Dlatego mogę z czystym sumieniem polecić innym tę drogę — bo czasem lepiej iść ścieżką już przetartą, niż samemu przez długi czas usuwać kamienie z drogi.