Chiński AI generuje wideo za 20 milionów miesięcznie
Źródło: Link
Źródło: Link
118 lekcji od zera do eksperta. Bez kodowania.
Kuaishou to nazwa, która w Polsce nic nie mówi. A szkoda — bo ich narzędzie Kling AI właśnie osiągnęło 240 milionów dolarów rocznego przychodu (ARR, czyli przewidywany przychód na podstawie obecnych subskrypcji). Sam grudzień 2024 przyniósł ponad 20 milionów dolarów.
Dla porównania: to więcej niż zarabiają niektóre znane na Zachodzie startupy AI po latach działania.
I wszystko to w niecałe dwa lata.
Kling to narzędzie do generowania wideo z tekstu. Piszesz prompt, system tworzy krótki filmik. Tak, to konkurent dla Runway, Pika czy Sora od OpenAI.
Tyle że Kling działa głównie w Chinach. I tam właśnie zbiera żniwa.
Kuaishou to chińska platforma wideo — coś jak TikTok, tylko mniej znana globalnie. Ma jednak ponad 400 milionów aktywnych użytkowników dziennie. Większość w Chinach.
Gdy uruchomili Kling AI, mieli gotową bazę twórców. Ludzi, którzy już produkują treści wideo i szukają sposobów na przyspieszenie pracy.
240 milionów dolarów ARR to nie przypadek. To efekt kilku rzeczy naraz.
Po pierwsze: chiński rynek AI rozwija się w tempie, które na Zachodzie trudno sobie wyobrazić. Tamtejsi użytkownicy są przyzwyczajeni do płacenia za narzędzia cyfrowe. Subskrypcje? Normalna sprawa.
Po drugie: Kling nie jest eksperymentem. To produkt z prawdziwego zdarzenia — stabilny, szybki, z interfejsem dostosowanym do lokalnych potrzeb.
Po trzecie: integracja z ekosystemem Kuaishou. Tworzysz wideo w Kling, publikujesz na platformie, zarabiasz na reklamach. Zamknięty obieg.
Grudzień 2024 przyniósł ponad 20 milionów dolarów przychodu. Tempo rośnie. Nie zwalnia.
Generowanie wideo z AI to nie czarna magia. To algorytmy, które nauczyły się rozumieć, jak obiekty się poruszają, jak światło pada, jak ludzie gestykulują.
Kling radzi sobie z tym lepiej niż większość konkurencji. Filmy są płynne, ruchy naturalne, a artefakty — te dziwne zniekształcenia, które czasem pojawiają się w AI — rzadkie.
Przykład? Piszesz: "Kot spacerujący po dachu o zachodzie słońca". System generuje 5-sekundowy klip z kotem, dachem, światłem i cieniami. Nie perfekcyjny, ale wystarczająco dobry, żeby użyć go w social mediach.
Dla twórcy treści to oszczędność czasu. Zamiast szukać stockowych wideo albo filmować samemu, generujesz w kilka minut.
Dla firmy to oszczędność budżetu. Zamiast płacić ekipie filmowej, płacisz subskrypcję.
Gdy OpenAI pokazało Sorę w lutym 2024, media oszalały. "Przełom!", "Koniec branży filmowej!", "Rewolucja!".
Tyle że Sora wciąż nie jest publicznie dostępna. Rok później wciąż czekamy.
Kling? Działa od 2024 roku. I zarabia.
To symptom szerszego zjawiska. Zachodnie firmy AI często skupiają się na technologii. Chińskie — na produkcie, który ludzie kupią.
Nie chodzi tu o to, kto ma lepszy model. Chodzi o to, kto szybciej dostarczy wartość użytkownikowi.
Kuaishou miało przewagę: platformę z milionami twórców, infrastrukturę płatności, zrozumienie lokalnego rynku. I wykorzystało to bezbłędnie.
Pewnie nie. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.
Ekspansja na Zachód to zupełnie inna gra. Inne regulacje, inna konkurencja, inne przyzwyczajenia użytkowników.
To nieważne. Chiński rynek jest wystarczająco duży, żeby Kling rosło tam przez lata.
A dla nas — obserwatorów rynku AI — to sygnał. Technologia to jedno. Biznes to drugie.
Możesz mieć najlepszy model na świecie. Jeśli nie potrafisz go sprzedać, zarobi na nim ktoś inny.
Kuaishou właśnie to pokazało.
Przeczytaj też:
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar