Drony kamikadze, AI w ogrodzie i cringe z CES – co się działo w tech
Źródło: Link
Źródło: Link
118 lekcji od zera do eksperta. Bez kodowania.
CES 2026 w Las Vegas przyciągnął tłumy. Stoiska pełne gadżetów, prezentacje pełne obietnic. Ale najciekawsze rzeczy? Te działy się poza halami wystawowymi.
Ten tydzień to mieszanka fascynacji i niepokoju. Z jednej strony AI, które pomaga w ogrodzie. Z drugiej – drony użyte jako broń. A gdzieś pośrodku: technologia tak cringe, że aż boli.
Wenezuela. Drony lecą nad miastem. Nie dostarczają paczek. Nie robią zdjęć. Są zaprogramowane, by eksplodować.
To nie science fiction. To rzeczywistość 2026 roku. Drony kamikadze – bezzałogowe pojazdy zaprojektowane do samozniszczenia po dotarciu do celu – pojawiły się w konflikcie politycznym. Technologia, która miała ułatwiać życie, teraz je odbiera.
Problem? Takie drony można zbudować z komponentów dostępnych w zwykłych sklepach. Nie trzeba być inżynierem rakietowym. Wystarczy podstawowa wiedza techniczna i dostęp do internetu. Instrukcje? Znajdziesz je na YouTube.
I tu pojawia się pytanie, które powinniśmy sobie zadawać coraz częściej: czy każda technologia, którą możemy stworzyć, powinna być stworzona?
Bo to, że coś jest możliwe, nie znaczy, że jest dobre.
CES to raj dla fanów technologii. Piekło dla osób z poczuciem estetyki.
Ten rok przyniósł falę "AI-powered" produktów, które... no cóż. Lepiej byłoby, gdyby nie powstały. Lodówka z asystentem głosowym, która sugeruje przepisy? Brzmi nieźle. Gdy zaczyna flirtować z Tobą syntetycznym głosem i nazywa Cię "kochanie" – to już przesada.
Albo lustro z AI, które analizuje Twój wygląd i daje "motywujące" komentarze. "Dzisiaj wyglądasz na zmęczonego. Może czas na detoks?"
Dzięki, lustro. Właśnie tego mi było trzeba o 6 rano.
Problem nie leży w samej technologii — AI potrafi robić niesamowite rzeczy. Problem w tym, że producenci wciskają ją wszędzie, gdzie się da. I nie da. Fakt, że możesz dodać AI do szczoteczki do zębów, nie znaczy, że powinieneś.
To jak dodawanie ketchupu do tiramisu. Technicznie możliwe. Praktycznie? Katastrofa.
A teraz coś przyjemnego.
Claude – zaawansowany model językowy od Anthropic (konkurent ChatGPT) – dostał nową funkcję. I tym razem to faktycznie ma sens.
Claude może teraz pomóc w planowaniu ogrodu. Nie, nie chodzi o gadżet. Chodzi o praktyczne wsparcie. Analizuje warunki klimatyczne Twojego regionu, rodzaj gleby, nasłonecznienie. Potem sugeruje, co i kiedy sadzić.
Dla osoby bez doświadczenia ogrodniczego to game changer. Zamiast godzin researchu i prób-błędów, dostajesz spersonalizowany plan. Krok po kroku. Z wyjaśnieniem, dlaczego pomidory lepiej sadzić po fasoli — bo fasola wzbogaca glebę w azot, którego pomidory potrzebują.
I tu widać różnicę. To nie jest AI dla AI. To narzędzie, które rozwiązuje konkretny problem. Nie próbuje być cool.
Po prostu działa.
Anthropic – firma za Claude – od początku stawiała na bezpieczeństwo i użyteczność. Zamiast gonić za viralowością, budują rzeczy, które mają sens. Widać to w produktach.
Wracając do Las Vegas. CES pokazał setki nowości. Ekrany, które zwijają się jak plakaty. Samochody sterowane myślami (no, prawie). Roboty, które mają być "towarzyszami".
Między liniami czai się pytanie: dla kogo to wszystko?
Bo owszem, zwijany telewizor za 100 tysięcy złotych to cudo techniki. Kto go kupi? I po co? Czy faktycznie rozwiązuje jakiś problem, czy jest tylko drogą zabawką dla garstki entuzjastów.
Podobnie z robotami-towarzyszami. Idea piękna: technologia, która walczy z samotnością. Realizacja? Plastikowa zabawka z ekranem, która powtarza zaprogramowane frazesy. To nie towarzysz.
To tamagotchi za 5 tysięcy dolarów.
Nie wszystko było złe. Pojawiły się ciekawe rozwiązania dla osób z niepełnosprawnościami. Egzoszkielety, które pomagają w chodzeniu. Interfejsy mózg-komputer dla osób sparaliżowanych. To technologia, która zmienia życie. Dosłownie.
Te projekty były w cieniu. Bo nie są sexy. Nie robią wrażenia na Instagramie. A CES to przede wszystkim show.
Może nie planujesz kupować drona. Ani rozmawiać z lodówką. Ani sadzić ogrodu z pomocą AI.
Te historie mówią coś ważnego o kierunku, w którym zmierza technologia.
Po pierwsze: dostęp do zaawansowanych narzędzi jest coraz łatwiejszy. To dobrze i źle jednocześnie. Dobrze, bo demokratyzuje możliwości. Źle, bo nie każdy użyje ich odpowiedzialnie.
Po drugie: nie każda innowacja to postęp. Producenci wciskają AI wszędzie, bo to modne. Większość tych rozwiązań to odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadawał.
Po trzecie: prawdziwa wartość technologii leży w rozwiązywaniu konkretnych problemów. Claude pomagający w ogrodzie ma więcej sensu niż lustro, które komentuje Twój wygląd. Bo jedno służy, drugie tylko irytuje.
Jako konsument masz władzę. Nie musisz kupować każdego gadżetu z naklejką "AI-powered". Możesz pytać: po co mi to? Czy faktycznie ułatwi mi życie, czy tylko doda kolejną aplikację do telefonu.
Technologia powinna służyć ludziom. Nie odwrotnie. I to my decydujemy, które rozwiązania przetrwają, a które trafią do lamusa.
Portfelem i uwagą.
Drony jako broń. AI jako cringe. AI jako pomoc. CES jako cyrk i nadzieja jednocześnie.
Ten tydzień pokazał, że technologia to narzędzie. Neutralne moralnie. To my nadajemy jej znaczenie. Możemy użyć drona do dostarczania leków na trudno dostępne tereny. Albo jako broni. Możemy stworzyć AI, które pomaga uprawiać warzywa. Albo takie, które próbuje sprzedać Ci kolejny niepotrzebny gadżet.
Wybór należy do nas. Jako twórców, konsumentów, obywateli.
Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem ktoś pokaże Ci "rewolucyjną" nowinkę z targów w Las Vegas.
Przeczytaj też:
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar