Norton wchodzi do gry o przeglądarkę AI. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu
Źródło: Link
Źródło: Link
Norton – firma znana z oprogramowania antywirusowego – właśnie weszła na ring przeglądarek AI. W momencie, gdy OpenAI i Perplexity biją się o uwagę użytkowników, oferując coraz bardziej zaawansowane narzędzia. Norton Neo nie stawia jednak na szybkość czy efektowne demo. Stawia na coś innego: bezpieczeństwo.
Ciekawe. Bo rynek przeglądarek to pole bitwy, gdzie Google Chrome trzyma 70% udziałów. A teraz nagle wszyscy chcą kawałek tortu.
Przeglądarka to coś więcej niż okno do internetu. To brama do Twoich danych. Historii. Haseł. Preferencji. Wszystkiego.
OpenAI i Perplexity wpadły na pomysł, żeby przeglądarkę połączyć z AI. Zamiast wpisywać zapytanie w Google, mówisz przeglądarce, czego szukasz — ona sama przeszukuje strony, analizuje treści i podaje Ci gotową odpowiedź. To tak zwane "przeglądanie agentowe" (agentic browsing – przeglądarka działa jak asystent, który sam wykonuje zadania).
Jest haczyk.
Żeby przeglądarka AI mogła działać, musi widzieć wszystko, co robisz online. Każdą stronę. Każde kliknięcie. Każde hasło, które wpisujesz. I tu zaczyna się problem.
Zatrudniasz asystenta. Super sprawnego, inteligentnego. Tylko że ten asystent musi mieć dostęp do Twojego komputera, maili, kont bankowych i całej historii przeglądania. I jeszcze wysyła te dane do swojego szefa – firmy, która go stworzyła.
Dokładnie tak działają przeglądarki AI.
OpenAI i Perplexity zbierają dane, żeby ich modele AI (czyli "mózgi" tych przeglądarek) mogły się uczyć i działać lepiej. Normalna praktyka w branży AI. Problem w tym, że nikt nie wie dokładnie, co dzieje się z tymi danymi później. Czy są szyfrowane? Jak długo są przechowywane? Kto jeszcze ma do nich dostęp?
I tu wchodzi Norton.
Norton Neo to pierwsza przeglądarka AI, która od startu mówi: "Hej, bezpieczeństwo to priorytet numer jeden".
Co to oznacza w praktyce?
Po pierwsze: szyfrowanie danych. Wszystko, co robisz w przeglądarce, jest zaszyfrowane – zamienione w kod, którego nikt poza Tobą nie odczyta. Nawet Norton.
Po drugie: blokowanie śledzenia. Neo automatycznie blokuje skrypty śledzące (te małe programy, które strony internetowe wrzucają do Twojej przeglądarki, żeby wiedzieć, co robisz online).
Po trzecie: kontrola nad danymi. Norton obiecuje, że Twoje dane nie będą wykorzystywane do trenowania ich modeli AI. Spora różnica w porównaniu do konkurencji.
Może. Zobaczymy, jak to wygląda w praktyce, gdy Neo oficjalnie wejdzie na rynek.
Chrome ma 70% rynku. To gigant. Ludzie go znają, ufają mu (choć może nie powinni – Google też zbiera dane na potęgę). Zmiana przeglądarki to duży krok. Trzeba przenieść zakładki, hasła, rozszerzenia. Mało kto ma na to ochotę.
Norton ma jednak jedną przewagę: zaufanie w kwestii bezpieczeństwa. Od lat robią antywirusy. Ludzie kojarzą ich z ochroną. Jeśli uda im się przekonać użytkowników, że Neo to bezpieczniejsza alternatywa – mogą zagrozić Chrome'owi.
Zwłaszcza teraz, gdy obawy o prywatność rosną. Afera za aferą. Wycieki danych. Skandale ze sztuczną inteligencją, która "podgląda" użytkowników. Ludzie zaczynają się zastanawiać: czy naprawdę chcę, żeby moja przeglądarka wiedziała o mnie wszystko.
Jeśli korzystasz z przeglądarki AI – czy to od OpenAI, Perplexity, czy wkrótce Nortona – musisz wiedzieć, na co się godzisz. Wygoda ma swoją cenę. I często tą ceną są Twoje dane.
Norton Neo może być pierwszym krokiem w stronę bardziej prywatnych przeglądarek AI. To dopiero początek. Zobaczymy, czy inni pójdą w ich ślady, czy będą dalej stawiać na funkcje kosztem bezpieczeństwa.
Jedno jest pewne: wojna o przeglądarkę AI dopiero się rozkręca. I tym razem stawką nie jest tylko szybkość czy wygoda.
Stawką jest to, komu ufasz ze swoimi danymi.
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar