Uber Eats dostał asystenta AI. Teraz zrobi zakupy za Ciebie
Źródło: Link
Źródło: Link
Szkolenia, warsztaty i wdrożenia AI. Dopasowane do Twojego zespołu.
Uber właśnie dodał do swojej aplikacji Uber Eats funkcję o nazwie Cart Assistant. To asystent AI, który ma Ci pomóc w robieniu zakupów spożywczych. Niekoniecznie.
Bo to pierwszy raz, kiedy gigant taki jak Uber wpuszcza AI bezpośrednio do procesu zakupowego. Nie do czatu z supportem. Nie do rekomendacji restauracji. Do koszyka.
I tu zaczyna się pytanie: czy to naprawdę ułatwia życie, czy tylko dodaje kolejną warstwę między Tobą a jedzeniem?
Cart Assistant działa na dwa sposoby. Pierwszy to klasyczny czat tekstowy. Wpisujesz: "Potrzebuję składników na spaghetti carbonara dla czterech osób" – i AI buduje listę zakupów. Wybiera produkty z dostępnych w Twojej okolicy sklepów, dodaje je do koszyka.
Drugi sposób to zdjęcie. Masz kartkę z listą zakupów napisaną odręcznie? Robisz fotkę, wrzucasz do aplikacji – AI czyta, interpretuje i tłumaczy na konkretne produkty w sklepie.
Brzmi prosto. I faktycznie – technicznie to nic skomplikowanego. To klasyczne LLM (Large Language Model – czyli "mózg" ChatGPT) połączone z bazą produktów Uber Eats. AI rozpoznaje tekst (OCR – Optical Character Recognition, czyli "czytanie" obrazu), mapuje go na katalog sklepu i wypełnia koszyk.
Problem w tym, że diabeł tkwi w szczegółach. Bo jedno to rozpoznać słowo "pomidor", a drugie – wybrać właściwy. Pomidory koktajlowe? Malinowe? Bio? W puszce? Świeże?
scenariusz: wracasz z pracy, zmęczony. Masz ochotę na coś konkretnego, ale nie chce Ci się myśleć o liście zakupów. Wpisujesz: "Składniki na curry z kurczakiem" – i AI robi resztę.
Dla kogoś, kto nienawidzi planowania posiłków, to może być wybawienie. Zwłaszcza jeśli AI nauczy się Twoich preferencji – wie, że kupujesz mleko roślinne, unikasz glutenu, preferujesz bio.
Ale jest druga strona medalu. Jeśli AI źle zinterpretuje Twoje potrzeby, dostaniesz nie to, czego chciałeś. I tu pojawia się pytanie: ile razy będziesz musiał poprawiać koszyk, zanim zaoszczędzisz czas.
Bo to jak z nawigacją GPS. Czasami zaprowadzi Cię idealnie. A czasami każe skręcić w pole.
Uber nie podał szczegółów, ale można założyć, że Cart Assistant działa na zasadzie uczenia maszynowego. To znaczy: im częściej z niego korzystasz, tym lepiej rozumie Twoje preferencje.
Jeśli zawsze zamawiasz makaron pełnoziarnisty, AI przestanie proponować Ci zwykły. Jeśli nigdy nie kupujesz mięsa, przestanie je dodawać do listy.
To działa podobnie jak algorytmy rekomendacyjne w Netflixie czy Spotify. Tylko że tutaj stawka jest inna – bo to nie film, który możesz wyłączyć po 5 minutach. To zakupy, które mają trafić do Twojej lodówki.
I tu pojawia się kwestia zaufania. Czy ufasz AI na tyle, żeby pozwolić mu decydować, co jesz? Czy wolisz mieć pełną kontrolę nad każdym produktem w koszyku.
Uber nie wprowadza tej funkcji z dobroci serca. To część większej strategii. Firma chce, żebyś spędzał więcej czasu w aplikacji. Żebyś robił więcej zamówień. Żebyś myślał o Uber Eats nie tylko wtedy, gdy chcesz pizzy, ale też wtedy, gdy planujesz zakupy na cały tydzień.
Bo rynek dostaw jedzenia jest nasycony. Konkurencja jest brutalna. Marże – mizerne. Uber musi znaleźć sposób, żeby wyróżnić się na tle DoorDash, Instacart czy lokalnych graczy.
I AI to jeden ze sposobów. Bo jeśli Cart Assistant naprawdę zadziała – jeśli oszczędzi Ci 10 minut tygodniowo – możesz zostać przy Uber Eats na dłużej. Nawet jeśli konkurencja będzie tańsza o złotówkę.
To walka o lojalność przez wygodę. I to strategia, którą widzimy wszędzie – od Amazona po Google.
Funkcja rozpoznawania zdjęć brzmi świetnie. W teorii. Bo kto nie ma gdzieś w szufladzie kartki z listą zakupów napisaną na kolanie.
Ale w praktyce – OCR (technologia rozpoznawania tekstu z obrazu) ma swoje ograniczenia. Jeśli Twoje pismo jest nieczytelne, AI może pomylić "ser" z "ser żółty", "ser pleśniowy" czy "serek wiejski". I nagle masz w koszyku coś zupełnie innego.
A co z kontekstem? Jeśli napiszesz "mleko", AI nie wie, czy chodzi o litr, czy o dwa. Czy o mleko 2%, czy 3,2%. Czy o mleko krowie, czy owsiane.
Uber pewnie to optymalizuje – AI może zadawać pytania uzupełniające. Ale wtedy tracimy główną zaletę: oszczędność czasu. Bo jeśli musisz odpowiadać na trzy pytania do każdego produktu, równie dobrze możesz sam wypełnić koszyk.
Każda funkcja AI wymaga danych. Cart Assistant analizuje Twoje listy zakupów, Twoje preferencje, Twoje wybory. To wszystko ląduje na serwerach Ubera.
I tu pojawia się pytanie: co firma robi z tymi danymi? Czy tylko poprawia AI? Czy może sprzedaje je reklamodawcom? Czy analizuje, żeby wiedzieć, kiedy jesteś najbardziej skłonny do zakupów.
Uber twierdzi, że dba o prywatność. Ale historia branży technologicznej pokazuje, że "dbanie o prywatność" często oznacza: "robimy z danymi, co chcemy, ale w zgodzie z regulaminem, którego nikt nie czyta".
Jeśli zależy Ci na prywatności – zastanów się dwa razy, zanim wrzucisz zdjęcie swojej listy zakupów do aplikacji.
Uber Eats nie jest pierwszą firmą, która próbuje wcisnąć AI do zakupów spożywczych. Amazon robi to od lat z Alexa. Instacart testuje podobne rozwiązania. Nawet sklepy stacjonarne eksperymentują z asystentami głosowymi.
Ale żadna z tych prób nie stała się mainstreamem. Dlaczego? Bo ludzie lubią kontrolę. Lubią widzieć, co kupują. Lubią porównywać ceny. Lubią zmieniać zdanie w ostatniej chwili.
AI może przyspieszyć proces. Może zasugerować produkty, o których zapomniałeś. Ale czy zastąpi tradycyjne robienie zakupów? Wątpię.
Bo zakupy to nie tylko transakcja. To też decyzje. "A może wezmę coś ekstra?" "A może tym razem spróbuję czegoś nowego?" AI nie zastąpi tej spontaniczności.
Cart Assistant ma sens dla konkretnych grup. Dla zapracowanych rodziców, którzy robią te same zakupy co tydzień. Dla osób, które nienawidzą planowania posiłków. Dla tych, którzy cenią wygodę ponad wszystko.
Nie ma sensu dla osób, które lubią kontrolować każdy szczegół. Dla tych, którzy porównują ceny co do grosza. Dla tych, którzy nie ufają algorytmom.
I to jest kluczowe pytanie: do której grupy należysz.
Jeśli Cart Assistant się sprawdzi, możesz być pewien, że konkurencja skopiuje ten pomysł w ciągu kilku miesięcy. DoorDash, Instacart, Glovo – wszyscy będą chcieli mieć swojego asystenta AI.
I wtedy zacznie się wyścig. Kto ma lepsze AI? Kto lepiej rozumie preferencje użytkowników? Kto szybciej dostarcza zamówienie.
To będzie kolejny front w wojnie o klienta. I kolejny obszar, w którym AI stanie się standardem, a nie luksusem.
Ale na razie – Cart Assistant to eksperyment. Ciekawy, potencjalnie użyteczny, ale wciąż niepewny. Zobaczymy, czy ludzie go pokochają, czy zignoruję jak kolejny gadżet, który miał zmienić świat.
Przeczytaj też:
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar