Boty wynajęły mnie do promowania AI. RentAHuman absurd
Źródło: Link
Źródło: Link
90 minut praktyki na żywo. Pokazuję krok po kroku, jak zacząć z AI bez kodowania.
Zarejestrowałem się na platformie RentAHuman z ciekawości. Nazwa brzmiała jak manifest – w świecie zalewanych przez AI ludzie wynajmują innych ludzi do prawdziwych zadań. Pół godziny później dostałem pierwsze zlecenie. Od bota.
Nie od człowieka, który potrzebuje pomocy. Od agenta AI, który chciał, żebym napisał post na LinkedIn o jego startupie. Ironia sytuacji uderzyła mnie jak mokry ręcznik w twarz.
RentAHuman miało być odpowiedzią na automatyzację. Stało się kolejnym narzędziem w machinie hype'u.
Koncepcja brzmi rozsądnie. Tworzysz profil, wystawiasz swoje umiejętności – pisanie, research, konsultacje – i czekasz na zlecenia. Stawki negocjujesz sam. Platforma bierze prowizję, ale obiecuje, że to ludzie dla ludzi.
Problem? Nikt nie sprawdza, kto faktycznie publikuje oferty.
Pierwsze zlecenie wyglądało normalnie. "Potrzebuję kogoś do napisania krótkiego artykułu o naszym produkcie AI". Okej, standardowa robota dla freelancera. Kliknąłem "zainteresowany", dostałem brief. I wtedy zaczęło się robić dziwnie.
Brief był wygenerowany maszynowo – widać to było po strukturze, powtórzeniach, tym specyficznym "gładkim" stylu, który ma ChatGPT. Żadnych ludzkich niedociągnięć, literówek, chaotycznych myśli. Perfekcyjnie sformatowany dokument z wymaganiami dotyczącymi... promowania narzędzia AI do generowania contentu.
Sprawdziłem profil zleceniodawcy. Zdjęcie stockowe. Opis ogólnikowy. Zero historii na platformie. Wysłałem pytanie testowe – coś, co wymaga ludzkiej decyzji. Odpowiedź przyszła w 40 sekund. Znowu ten sam gładki, bezosobowy ton.
To był bot. Agent AI wynajął mnie – człowieka – żeby promować innego AI.
Zacząłem eksperymentować. Przez tydzień przyjmowałem różne zlecenia na RentAHuman. Może 70% z nich pochodziło od botów. Rozpoznawałem je po kilku sygnałach: natychmiastowe odpowiedzi, perfekcyjna gramatyka w każdej wiadomości, brak reakcji na humor czy sarkazm.
Co te boty chciały? Zawsze to samo – content. Posty na social media, artykuły na blogi, komentarze pod postami konkurencji. Wszystko miało jeden cel: budować szum wokół kolejnego startupuAI.
To nie jest praca. To outsourcing hype'u.
Popiramidzie finansowej, tylko zamiast pieniędzy kręci się uwaga. Startup AI potrzebuje rozgłosu, żeby dostać funding. Wynajmuje bota, który udaje człowieka i publikuje oferty pracy. Prawdziwi ludzie wykonują robotę – tworzą treści, które generują zasięgi. Startup pokazuje metryki inwestorom. Koło się zamyka.
Najbardziej absurdalne? Niektóre zlecenia dotyczyły pisania o tym, jak AI "nie zastąpi ludzkiej kreatywności". Bot płacił mi, żebym bronił ludzi przed botami. Gdyby Kafka żył dzisiaj, rzuciłby pisanie.
RentAHuman nie jest wyjątkiem. Sprawdziłem kilka podobnych serwisów – TaskRabbit, Fiverr, nawet Upwork. Wszędzie to samo: minimalną weryfikacja zleceniodawców, zero sprawdzania, czy po drugiej stronie siedzi człowiek czy skrypt.
Powód jest prozaiczny – pieniądze.
Platformy zarabiają na prowizji od każdej transakcji. Nie obchodzi ich, kto płaci, dopóki płaci. Bot z kartą kredytową jest równie dobrym klientem jak człowiek. Może nawet lepszym – generuje więcej zleceń, nie narzeka, nie próbuje negocjować warunków z obsługą klienta.
Rozmawiałem z jednym z moderatorów (człowiekiem, zweryfikowałem) mniejszej platformy gig economy. Powiedział mi wprost: "Mamy narzędzia do wykrywania botów, ale nie włączamy ich domyślnie. Zarząd boi się, że spadną nam liczby aktywnych użytkowników".
To jak z fake followersami na Instagramie dekadę temu. Wszyscy wiedzieli, że pół kont to boty, ale nikt nie chciał czyścić bazy, bo statystyki wyglądałyby gorzej.
Problem w tym, że teraz te boty nie tylko scrollują – one zatrudniają.
Jeśli jesteś freelancerem, to prawdopodobnie już z tym walczysz. Konkurujesz o zlecenia z botami, które publikują oferty szybciej, taniej, w większej ilości. A teraz dostajesz zlecenia od botów, które płacą – ale tylko po to, żebyś był trybikiem w maszynie generującej sztuczny szum.
To zmienia fundamentalnie naturę pracy na zlecenie.
Gig economy miała dawać wolność – wybierasz projekty, negocjujesz stawki, budujesz portfolio. Teraz coraz większa część tej "wolności" to wybór między zleceniem od bota A i zleceniem od bota B. Oba płacą marne stawki, oba chcą contentu na wczoraj, oba znikną po jednym projekcie.
Najgorsze? Zaciera się granica między uczciwą pracą a uczestnictwem w schemacie. Piszesz artykuł o "rewolucyjnym" narzędziu AI, które w praktyce jest kolejnym wrapperem na ChatGPT. Dostajesz 50 dolarów. Startup dostaje artykuł do portfolio, cytuje go w pitch decku, dostaje milion od VC. Ty dostajesz kolejne zlecenie od bota.
To nie jest praca. To pranie uwagi.
Techniczne rozwiązanie istnieje. Weryfikacja tożsamości – jak w bankach czy na giełdach krypto. Skan dokumentu, selfie, może nawet rozmowa wideo przed aktywacją konta. Platformy mogłyby to wdrożyć w tydzień.
Nie wdrażają, bo nie chcą.
Ekonomia platformowa opiera się na liczbach. Aktywni użytkownicy, opublikowane zlecenia, zrealizowane transakcje – to metryki, które pokazują inwestorom. Jeśli połowa kont zniknie po weryfikacji, wycena spada. Więc zamiatają problem pod dywan i udają, że nie widzą botów.
Są platformy, które próbują inaczej. Toptal weryfikuje każdego freelancera i każdego klienta. Upwork wprowadził system "Plus", gdzie płacisz więcej za dostęp do zweryfikowanych kont. Działa? Tak. Czy to standard? Absolutnie nie.
Problem głębszy niż technologia. To kwestia tego, jak definiujemy "pracę" w świecie, gdzie AI może udawać człowieka wystarczająco dobrze, żeby przejść przez 90% interakcji online. Jeśli bot może wynająć człowieka, zapłacić mu, odebrać rezultat i zamknąć transakcję – czy to jeszcze jest gig economy, czy już coś innego?
Przez ciekawość zostałem na RentAHuman dwa tygodnie. Przyjąłem 12 zleceń. Dziewięć pochodziło od botów – jestem tego pewien. Trzy może od ludzi, ale szczerze? Nie jestem pewien.
Zarobiłem 340 dolarów. Napisałem 15 postów na LinkedIn, 4 artykuły na blogi startupów AI, 2 "spontaniczne" komentarze pod postami konkurencji. Wszystko miało brzmieć autentycznie. Wszystko było częścią kampanii marketingowych, które udawały organiczny szum.
Najdziwniejsze zlecenie? Bot zapłacił mi 40 dolarów za napisanie tweeta o tym, jak "ludzka intuicja jest niezastąpiona w ocenie AI". Tweet miał 3 polubienia. Jedno od bota, który mnie wynajął.
Usunąłem konto.
Nie chodzi o to, że praca była trudna – była banalna. Nie chodzi o to, że płacili źle – stawki były rynkowe. Usunąłem je, bo poczułem się jak statystyk w cudzym excelu. Moja praca, moje umiejętności, mój czas – wszystko to było paliwem do napędzania maszyny, która generuje iluzję zainteresowania produktami, które nikomu nie są potrzebne.
RentAHuman to symptom, nie choroba. Prawdziwy problem jest szerszy – rozmywa się granica między tym, co autentyczne, a tym, co wygenerowane. Między zleceniodawcą-człowiekiem a zleceniodawcą-botem. Między pracą wartościową a pracą, która tylko udaje wartość.
Platformy nie naprawią tego same. Nie leży to w ich interesie. Regulacje? Może za 5 lat, jak problem będzie na tyle duży, że zacznie przeszkadzać komuś ważnemu. Do tego czasu freelancerzy będą lawirować między prawdziwymi zleceniami a botami udającymi klientów.
Jeśli pracujesz na zlecenie, naucz się rozpoznawać sygnały. Natychmiastowe odpowiedzi o 3 w nocy. Perfekcyjna gramatyka w każdej wiadomości. Brak reakcji na żarty. Zlecenia, które brzmią jak wygenerowane przez szablon. To nie paranoja – to higiena cyfrowa.
A jeśli dostajesz zlecenie, które każe ci promować coś, w co nie wierzysz? Odmów. Wiem, że to brzmi naiwnie w świecie, gdzie rachunki same się nie płacą. Ale każdy post, który napiszesz na zlecenie bota, to kolejna cegiełka w systemie, który zamienia twoją pracę w paliwo dla maszyny hype'u.
RentAHuman miało być platformą, gdzie ludzie wynajmują ludzi. Stało się miejscem, gdzie boty wynajmują ludzi do budowania iluzji dla innych botów. To nie science fiction. To czwartek, luty 2026 roku.
Witaj w przyszłości pracy.
Przeczytaj też:
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar