Google Gemini z Personal Intelligence – czy to deja vu?
Źródło: Link
Źródło: Link
118 lekcji bez kodowania. ChatGPT, Claude, Gemini, automatyzacje. Notatnik AI i AI Coach w cenie.
Google właśnie włączył w Gemini coś, co nazywa Personal Intelligence. Nazwa brzmi świeżo. Problem w tym, że pomysł wcale taki świeży nie jest.
The Verge zwraca uwagę na coś, co łatwo przeoczyć w natłoku ogłoszeń: ta funkcja to w gruncie rzeczy przepakowany koncept, który widzieliśmy już wcześniej. I choć Gemini pod wieloma względami wyprzedza konkurencję — jest szybszy od OpenAI, generuje obrazy na poziomie, który robi wrażenie, a nawet przekonał Apple do współpracy — to akurat tutaj trudno mówić o przełomie.
asystenta, który pamięta Twoje preferencje. Wie, że pijesz kawę bez cukru, że nie lubisz lotów z przesiadkami i że zawsze rezerwujesz hotele z widokiem na morze. Personal Intelligence to próba nauczenia Gemini takiego myślenia.
System ma analizować Twoje dane — maile, kalendarz, dokumenty — i na ich podstawie przewidywać, czego możesz potrzebować. Chcesz zaplanować wyjazd? Gemini podpowie ci opcje, które pasują do Twojego stylu. Szukasz restauracji? Dostaniesz sugestie dopasowane do wcześniejszych wyborów.
Powinno. To w zasadzie dokładnie to, co od lat próbuje robić Google Assistant. I Siri. I Alexa. I każdy inny asystent głosowy, który obiecywał, że "pozna Cię lepiej".
Nie można odmówić Google'owi sukcesów. Gemini faktycznie rośnie w siłę. Pod względem wydajności wyprzedza wiele konkurencyjnych modeli. Generowanie obrazów? Na tyle dobre, że czasem aż niepokojące — deepfake'i robione przez Gemini potrafią oszukać nawet uważne oko.
A współpraca z Apple to sygnał, że branża traktuje Gemini poważnie. Apple nie wybiera partnerów przypadkowo. Jeśli zdecydowali się na Google, to znaczy, że technologia działa.
I właśnie dlatego Personal Intelligence wydaje się... dziwnym krokiem. Google ma w ręku narzędzie, które technicznie jest na topie. A zamiast pokazać coś, czego jeszcze nie widzieliśmy, serwuje nam odgrzewany kotlet.
The Verge celnie zauważa, że Google używa tutaj królewskiego "my". "Poznamy Cię lepiej". "Będziemy pamiętać Twoje preferencje". To retoryka, którą słyszymy od lat.
Problem nie w tym, że idea jest zła. Personalizacja ma sens. Asystent, który naprawdę rozumie kontekst, mógłby być przydatny. Obietnice tego typu padały już tyle razy, że trudno się ekscytować kolejną odsłoną.
Google Assistant miał być inteligentny. Siri miała się uczyć. Alexa miała przewidywać potrzeby. I co? Nadal pytamy ich o pogodę i ustawiamy timery. Żaden z tych asystentów nie stał się niezastąpionym towarzyszem, który "zna nas lepiej niż my sami".
Personal Intelligence w Gemini to próba naprawienia tego, co nie zadziałało wcześniej. Tyle że tym razem Google nie mówi wprost: "hej, poprawiliśmy to, co zepsułeś". Zamiast tego pakuje stary pomysł w nową nazwę i sprzedaje jako innowację.
Jeśli używasz Gemini, Personal Intelligence może być przydatne. Może. Jeśli zaufasz Google'owi dostęp do swoich danych — a to spory "jeśli" — system teoretycznie powinien zacząć podpowiadać rzeczy, które faktycznie Cię interesują.
Realistycznie? Nie oczekuj cudów.
To ewolucja, nie rewolucja. Gemini będzie lepszy w kontekstowym rozumieniu Twoich zapytań. Będzie pamiętał więcej. Czy zmieni sposób, w jaki korzystasz z AI na co dzień?
Raczej nie.
To trochę jak upgrade aparatu w telefonie. Zdjęcia będą odrobinę lepsze. Jeśli poprzednia wersja już robiła dobre fotki, różnicy nie zauważysz na pierwszy rzut oka.
Może problem leży w marketingu. Gdyby Google nazwał to "ulepszoną personalizacją" albo "kontekstowym uczeniem się", nikt by nie mrugał okiem. Normalna iteracja produktu.
"Personal Intelligence" przypomina coś więcej. Jak skok jakościowy. Jak funkcja, która zmienia zasady gry.
I właśnie dlatego The Verge ma rację, wyciągając to na światło dzienne. Nie chodzi o to, że funkcja jest zła. Chodzi o to, że nie jest tym, za co ją sprzedają.
W branży AI mamy problem z nadmuchanymi obietnicami. Każda aktualizacja to "rewolucja". Każda nowa funkcja to "game changer". A potem okazuje się, że to po prostu... kolejna wersja czegoś, co już znamy.
Gemini jest dobry. Naprawdę dobry. Personal Intelligence to nie powód, żeby zmieniać asystenta, jeśli już masz inny, który Ci pasuje.
Google będzie pewnie dalej rozwijał Personal Intelligence. Może za rok, dwa, faktycznie zobaczymy różnicę. Może system nauczy się nas na tyle dobrze, że stanie się niezbędny.
A może skończy jak Google Assistant — obiecujący start, a potem powolne zejście na drugi plan.
Czas pokaże. Na razie mamy kolejną funkcję, która brzmi lepiej w opisie niż w praktyce. I szczerze? To trochę szkoda. Bo Gemini zasługuje na coś więcej niż recykling starych pomysłów pod nową etykietką.
Przeczytaj też:
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar