Sąd Najwyższy USA: AI nie może być autorem. Sprawa zamknięta
Źródło: Link
Źródło: Link
118 lekcji od zera do eksperta. Bez kodowania.
Mówią, że AI zastąpi artystów i będzie tworzyć dzieła sztuki. Prawda jest prostsza: może tworzyć, ale nie może być ich właścicielem. Sąd Najwyższy USA właśnie postawił kropkę nad "i" w sprawie, która ciągnęła się latami.
W poniedziałek najwyższa instancja sądowa w Stanach Zjednoczonych odmówiła rozpatrzenia apelacji Stephena Thalera – informatyka z Missouri, który od lat walczy o to, by jego system AI mógł być uznany za autora dzieła sztuki. Decyzja kończy wieloletnią batalię prawną. Potwierdza też wcześniejsze orzeczenia niższych sądów.
Thaler stworzył system AI o nazwie "Creativity Machine", który wygenerował obraz zatytułowany "A Recent Entrance to Paradise". Informatyk złożył wniosek o rejestrację praw autorskich, wskazując jako autora... sam algorytm. U.S. Copyright Office odmówił rejestracji. Argument? Prawo autorskie wymaga ludzkiego autorstwa.
Sprawa trafiła do sądu federalnego, który podtrzymał decyzję urzędu. Sąd apelacyjny również stanął po stronie Copyright Office. Thaler nie odpuszczał i złożył wniosek do Sądu Najwyższego. Teraz dostał ostateczną odpowiedź: nie.

Sąd Najwyższy nie musi uzasadniać, dlaczego odmawia rozpatrzenia konkretnej sprawy. Zwykle robi to, gdy uznaje, że niższe sądy rozstrzygnęły sprawę prawidłowo. Albo gdy nie ma wystarczającego konfliktu interpretacyjnego między różnymi okręgami sądowymi.
W tym przypadku wszystkie instancje były zgodne: amerykańskie prawo autorskie chroni dzieła stworzone przez ludzi. Punkt. Nie ma tu miejsca na interpretację, która pozwoliłaby algorytmowi być autorem.
Decyzja ma konkretne konsekwencje dla każdego, kto pracuje z narzędziami AI do generowania obrazów, muzyki czy tekstów. Jeśli tworzysz coś przy pomocy narzędzi AI, prawa autorskie mogą chronić Twój wkład – wybór promptów, edycję, kompozycję. Nie chronią samego outputu algorytmu.
Jeśli prowadzisz firmę i używasz AI do tworzenia grafik marketingowych, masz problem. Obraz wygenerowany w pełni przez AI nie jest chroniony prawem autorskim w USA. Każdy może go skopiować, użyć, sprzedać. Zero ochrony prawnej.
Jeśli jednak użyjesz AI jako narzędzia – wygenerujesz bazę, a potem ją edytujesz, komponujesz z innymi elementami, dodajesz własne warstwy – wtedy Twój wkład twórczy może być chroniony. Diabeł tkwi w szczegółach i w tym, jak udowodnisz swój udział w procesie twórczym.

W Polsce i Unii Europejskiej sytuacja jest podobna. Prawo autorskie chroni utwory będące przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Algorytm nie ma osobowości prawnej, więc nie może być autorem. Dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym również zakłada ludzkie autorstwo.
Polskie firmy korzystające z AI do tworzenia treści muszą pamiętać: jeśli chcą chronić swoje materiały, muszą wykazać znaczący ludzki wkład twórczy. Samo kliknięcie "generuj" nie wystarczy.
To nie pierwsza przegrana Thalera w sądzie. W 2023 roku sędzia federalna Beryl Howell orzekła, że prawo autorskie wymaga "ludzkiego autorstwa". Wcześniej Thaler próbował również zarejestrować swój system AI jako wynalazcę w zgłoszeniu patentowym – również bez sukcesu.
Informatyk konsekwentnie argumentuje, że jego AI działa autonomicznie i tworzy oryginalne dzieła bez ludzkiej interwencji. Problem w tym, że prawo – zarówno autorskie, jak i patentowe – zostało napisane z myślą o ludziach. I na razie nikt nie kwapi się, by to zmieniać.
Decyzja Sądu Najwyższego nie zamyka debaty o tym, jak powinno wyglądać prawo autorskie w erze AI. Zamyka natomiast konkretną sprawę i wysyła jasny sygnał: jeśli chcesz zmian w prawie, musisz przekonać Kongres, nie sądy. Sędziowie interpretują prawo, które mają – a to prawo mówi wyraźnie, że autor to człowiek.

Jeśli tworzysz treści przy pomocy AI – czy to obrazy w Midjourney, teksty w ChatGPT, czy muzykę w innych narzędziach – zapamiętaj jedną rzecz: dokumentuj swój proces. Zapisuj prompty, wersje robocze, edycje, decyzje twórcze. To może być Twoją obroną, jeśli kiedyś będziesz musiał udowodnić swoje autorstwo.
Firmy oferujące usługi AI już to rozumieją. OpenAI, Anthropic i inni dostawcy wyraźnie zaznaczają w swoich warunkach użytkowania, że to Ty jesteś odpowiedzialny za to, co robisz z outputem ich narzędzi. Nie dają gwarancji ochrony prawnej – bo nie mogą.
Sprawa Thalera pokazuje, że prawo nie nadąża za technologią. Pokazuje też coś innego: system prawny ma swoje priorytety. I na razie priorytetem jest ochrona ludzkiej twórczości, nie algorytmicznej produktywności. Możesz się z tym nie zgadzać, ale jeśli pracujesz z AI komercyjnie, musisz to brać pod uwagę. Każdego dnia.
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar