Wielka Brytania zakazuje AI, które rozbiera dzieci
Źródło: Link
Źródło: Link
118 lekcji od zera do eksperta. Bez kodowania.
Keir Starmer właśnie powiedział na głos to, o czym branża AI woli nie mówić. 16 lutego 2025 roku, podczas wizyty w centrum społecznym w południowo-zachodnim Londynie, brytyjski premier ogłosił zakaz AI generujących obrazy rozbierające ludzi. I nie owijał w bawełnę – wymienił Groka z nazwy.
Dobra, powiedzmy to wprost: to nie jest kolejna ogólnikowa deklaracja o "odpowiedzialnym AI". To konkretny ruch przeciwko konkretnemu produktowi. Rządy zaczynają traktować AI nie jak futurystyczną zabawkę, ale jak narzędzie, które może realnie krzywdzić.
Starmer wprost oskarżył Groka – chatbota AI należącego do X (dawniej Twitter), czyli firmy Elona Muska – o umożliwianie tworzenia obrazów cyfrowo rozbierających ludzi. Technologia deepfake'ów nie jest nowa. Jej dostępność przez mainstreamowe platformy to inna sprawa.
Grok, podobnie jak inne modele generatywne, może tworzyć obrazy na podstawie promptów tekstowych. Problem? Brak wystarczających zabezpieczeń przed nadużyciami. Podczas gdy ChatGPT czy Midjourney mają stosunkowo rygorystyczne filtry (choć nie idealne), Grok – zgodnie z filozofią "wolności słowa" Muska – miał być mniej ograniczany.
Efekt? Narzędzie, które można wykorzystać do tworzenia materiałów wykorzystujących seksualnie dzieci. Bez potrzeby umiejętności technicznych. Bez barier wejścia. Wystarczy subskrypcja X Premium.
Grok to tylko najbardziej widoczny przykład. Problem dotyczy całej branży generatywnego AI. Modele takie jak Stable Diffusion (open source) od dawna są używane do tworzenia deepfake'ów pornograficznych. Różnica? Stable Diffusion wymaga przynajmniej podstawowej wiedzy technicznej. Grok działa jak ChatGPT – piszesz, dostajesz.
Rząd brytyjski zapowiedział nowe przepisy regulujące AI pod kątem bezpieczeństwa dzieci. Szczegóły mają zostać ogłoszone w najbliższych tygodniach, ale kierunek jest jasny: firmy AI będą musiały wdrożyć skuteczne zabezpieczenia albo stracą dostęp do rynku UK.
Jeśli jesteś firmą oferującą generatywne AI, masz teraz problem. Brytyjski rząd właśnie pokazał, że nie wystarczy napisać w regulaminie "nie używaj do złych rzeczy". Musisz aktywnie zapobiegać nadużyciom – technologicznie, nie tylko prawnie.
Dla cyfrowych towarzyszy i asystentów AI oznacza to konieczność wbudowania filtrów na poziomie modelu, nie tylko interfejsu. Dla modeli open source? Potencjalnie ograniczenia w dystrybucji lub wymóg licencjonowania.
X/Twitter nie wydał jeszcze oficjalnego komentarza (co przy stylu komunikacji Muska nie dziwi). OpenAI, Anthropic i Google – firmy, które od lat inwestują w safety – milczą. Prawdopodobnie zadowolone, że to nie ich produkty są na celowniku.
Znam to. Branża tech uwielbia mówić o innowacjach. Kiedy przychodzi do odpowiedzialności za skutki uboczne, nagle wszyscy są zajęci "budowaniem przyszłości".
Tymczasem organizacje zajmujące się ochroną dzieci – takie jak Internet Watch Foundation czy NSPCC – od miesięcy alarmują o wzroście materiałów CSAM (Child Sexual Abuse Material) generowanych przez AI. Starmer w końcu ich posłuchał.
Jeśli używasz AI w pracy lub biznesie, ta sytuacja to sygnał: regulacje nadchodzą. I będą konkretne. Nie "może kiedyś", ale już teraz. Wielka Brytania to jeden z największych rynków tech w Europie – jeśli oni wprowadzą zakaz, inni pójdą w ich ślady.
Dla firm rozwijających fizyczną AI czy robotykę to również lekcja: bezpieczeństwo nie jest opcjonalne. Nie wystarczy zbudować działający produkt. Musisz zbudować produkt, który nie da się łatwo wykorzystać do krzywdzenia ludzi.
Jeśli Twoja firma używa generatywnego AI (do marketingu, contentu, designu), sprawdź, jakie zabezpieczenia ma Twój dostawca. Nie chodzi o paranoję, ale o due diligence. Zapytaj wprost:
Jeśli odpowiedź brzmi "mamy to w regulaminie", to nie jest odpowiedź. Regulamin nie powstrzyma nikogo, kto chce wykorzystać narzędzie do złych celów. Technologia musi to robić.
Brytyjski ruch to prawdopodobnie pierwszy z serii. Unia Europejska ma AI Act (wchodzi w życie stopniowo od 2024), USA rozważa federalne regulacje, a Chiny mają własne, restrykcyjne przepisy dotyczące AI od 2023 roku.
Różnica? Starmer wymienił konkretny produkt z nazwy. To precedens. Do tej pory regulatorzy mówili ogólnie o "systemach wysokiego ryzyka" czy "AI wymagających nadzoru". Teraz mamy: "Grok pozwala robić złe rzeczy, więc Grok musi się zmienić albo zniknąć".
Dla branży to zimny prysznic. Dla użytkowników – sygnał, że rządy w końcu zaczynają nadążać za technologią. Pytanie tylko, czy wystarczająco szybko.
Podoba Ci się ten artykuł?
Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!
90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.
Zapisz sie na webinar