Robotyka
Robotyka · 5 min czytania · 11 kwietnia 2026

The New Yorker użył AI do ilustracji o AI. I wyszło dokładnie to

The New Yorker użył AI do ilustracji o AI. I wyszło dokładnie to

Źródło: Link

Kurs AI Evolution

118 lekcji od zera do eksperta. Bez kodowania.

Sprawdź kurs →
  • The New Yorker użył ilustracji generowanej AI do profilu CEO OpenAI – wzbudziło to kontrowersje wśród artystów i czytelników
  • Ilustrator David Szauder przyznał, że użył AI jako "narzędzia pomocniczego", ale efekt końcowy nosi wyraźne znamiona generatywnych modeli
  • Redakcja nie oznaczyła ilustracji jako stworzonej z pomocą AI – brak transparentności budzi pytania o standardy wydawnicze
  • Incydent pokazuje szerszy problem: media piszące o AI często nie rozumieją, kiedy jej używać (a kiedy nie)

Znajomy grafik wysłał mi wczoraj screena z Instagrama. "Patrz, co The New Yorker zrobił". Kliknąłem. Portret Sama Altmana – CEO OpenAI – otoczony rojem bezcielesnych twarzy. Część wykrzywiona w gniewie, część z otwartymi ustami w niemym krzyku. Niektóre ledwo przypominają ludzkie oblicze.

Ilustracja do profilu człowieka, który buduje AI. Stworzona przez AI. Widzisz ironię?

Gdy prestiżowy magazyn sięga po AI (i udaje, że nie)

The New Yorker opublikował obszerny profil Sama Altmana – materiał o człowieku, który kieruje jedną z najbardziej wpływowych firm AI na świecie. Do zilustrowania tekstu redakcja wybrała pracę Davida Szaudera. Problem? Ilustracja nosi wszystkie charakterystyczne cechy obrazów generowanych przez AI: dziwnie rozmieszczone detale, niejednolita tekstura, twarze balansujące na granicy doliny niesamowitości.

Szauder w komentarzach pod postem na Instagramie przyznał, że użył AI jako "narzędzia pomocniczego". Nie sprecyzował jak dokładnie – czy do szkiców, kolorystyki, czy może całej kompozycji. Redakcja The New Yorker nie dodała żadnej adnotacji przy publikacji. Zero informacji dla czytelnika.

Tradycja spotyka algorytm – gdy prestiżowy magazyn sięga po generatywne modele
Tradycja spotyka algorytm – gdy prestiżowy magazyn sięga po generatywne modele

Reakcje? Artyści i czytelnicy pytają wprost: po co? Jeśli piszesz o zagrożeniach i obietnicach AI, czy naprawdę najlepszym pomysłem jest zlecenie ilustracji narzędziu, które właśnie omawiacie w tekście? Szczególnie gdy debata o etyce AI w twórczości trwa w najlepsze.

Dlaczego artykuł o AI nie potrzebuje ilustracji AI

Tytuł artykułu The Verge mówi wszystko: "Your article about AI doesn't need AI art". Oczywistość. A jednak.

Tekst o kryzysie klimatycznym zilustrowany zdjęciami z elektrowni węglowej. Materiał o bezpieczeństwie danych z grafiką pokazującą wycieki haseł. Kontekst ma znaczenie. Gdy piszesz krytyczny materiał o technologii, która budzi kontrowersje w środowisku artystycznym, używanie tej samej technologii do ilustracji to nie neutralny wybór.

To sygnał.

Co konkretnie nie gra w tej ilustracji

Techniczne znamiona są wyraźne. Twarze wokół Altmana mają tę charakterystyczną "miękkość" detali, którą widzisz w obrazach z Midjourney czy DALL-E. Niektóre rysy są niemal realistyczne, inne – jakby algorytm zgadywał, gdzie powinien być nos. Oczy patrzą w różnych kierunkach. Proporcje się nie zgadzają.

Dla kogoś, kto codziennie pracuje z narzędziami AI, te sygnały są oczywiste. Dla przeciętnego czytelnika The New Yorker? Pewnie tylko dziwne uczucie, że coś jest nie tak.

Charakterystyczne artefakty generatywnych modeli – detale, które zdradzają algorytm
Charakterystyczne artefakty generatywnych modeli – detale, które zdradzają algorytm

Problem leży w kontekście, nie w narzędziu

AI w ilustracji nie jest z definicji zła. Problem pojawia się, gdy The New Yorker publikuje materiał o człowieku, którego firma zmienia zasady gry dla całych branż – w tym dla artystów grafików. I robi to bez transparentności.

Zero adnotacji. Zero informacji o procesie. Ilustrator przyznaje się dopiero w komentarzach pod postem na Instagramie, gdy czytelnicy zaczynają pytać. Redakcja milczy.

Standardy wydawnicze w erze AI

Inne media zaczynają wprowadzać jasne zasady. Associated Press wymaga oznaczania materiałów tworzonych z pomocą AI. Reuters ma podobne wytyczne. The New Yorker? Cisza.

Technologia to jedno. Zaufanie to drugie. Gdy czytam profil Altmana w prestiżowym magazynie, zakładam pewien standard redakcyjny. Zakładam, że jeśli używacie narzędzi, o których piszecie, powiecie mi o tym wprost.

Transparentność w erze AI – standardy, które media dopiero wypracowują
Transparentność w erze AI – standardy, które media dopiero wypracowują

Co to mówi o rozumieniu AI w mediach

Incydent z The New Yorker to symptom szerszego problemu. Media piszą o AI, ale często nie rozumieją, kiedy jej używać. Albo – co gorsze – używają, bo "wszyscy używają", bez zastanowienia nad kontekstem.

Artykuł o Altmanie to nie recenzja nowego modelu językowego. To profil człowieka i jego firmy, która budzi ogromne kontrowersje. Używanie AI do ilustracji takiego tekstu to jak pisanie o automatyzacji fabryk na klawiaturze wyprodukowanej przez roboty, które właśnie zastąpiły pracowników. Technicznie możliwe? Tak. Odpowiednie? Wątpliwe.

Gdzie AI w ilustracji ma sens

Są konteksty, gdzie generatywne modele działają świetnie. Szybkie mockupy do testów A/B. Koncepty wizualne na wczesnym etapie projektu. Ilustracje do materiałów edukacyjnych o samym AI (z odpowiednim oznaczeniem). Prestiżowy portret do profilu w The New Yorker? To nie ten przypadek.

Szczególnie gdy masz dostęp do setek utalentowanych ilustratorów, którzy mogliby stworzyć coś oryginalnego. Coś, co nie będzie miało tej charakterystycznej "AI-owatości". Coś, co przetrwa dłużej niż cykl newsowy.

Artyści reagują (i mają prawo)

Pod postem Szaudera na Instagramie pojawiły się dziesiątki komentarzy. Część artystów wprost: "To zdrada". Inni, bardziej wyważeni: "Rozumiem, że to narzędzie, ale kontekst ma znaczenie".

Nie o luddyzm tu chodzi. Generatywne modele trenowane są na pracach tysięcy artystów – często bez ich zgody i wynagrodzenia. Gdy prestiżowy magazyn używa takiego narzędzia do płatnego zlecenia, wysyła sygnał: wasze prace są materiałem treningowym, a wy – zastępowalni.

Czy Szauder miał złe intencje? Pewnie nie. Czy The New Yorker chciał urazić artystów? Wątpię. Intencje to jedno, skutki – drugie.

Na podstawie: The Verge

Informacje o artykule

Podoba Ci się ten artykuł?

Co piątek wysyłam podsumowanie najlepszych artykułów tygodnia. Zapisz się!

Ten temat omawiam szerzej na webinarze

90 minut praktycznej wiedzy o AI. Pokaze Ci krok po kroku, jak zaczac oszczedzac 10 godzin tygodniowo dzieki sztucznej inteligencji.

Zapisz sie na webinar
Udostępnij:
Jan Gajos

Ekspert AI & Founder, AI Evolution

Pasjonat sztucznej inteligencji, który od 18 lat działa z sukcesem biznesowo i szkoleniowo. Wprowadzam AI do swoich firm oraz codziennego życia. Fascynują mnie nowe technologie, gry wideo i składanie klocków Lego – tam też widzę logikę i kreatywność, które AI potrafi wzmacniać. Wierzę, że dobrze użyta sztuczna inteligencja to nie ogłupiające ułatwienie, lecz prawdziwy przełom w sposobie, w jaki myślimy, tworzymy i pracujemy.